![]() |
Menu | Zadra --> Artykuły | |
|
<<Powrót | Problem pornografii to wyzwanie również dla feministek - jedne widzą w niej szansę na przełamanie tabu, jakim jest kobieca seksualność, inne zaś walczą z pornografią jako przejawem wyzysku kobiecego ciała. Między tymi dwoma skrajnymi biegunami jest oczywiście miejsce na wiele subtelności - dyskusja jest w toku.
Kinga Dunin
Pornografia kontra McDupa
Piwo - mrug, mrug - bezalkoholowe. Jest taka reklama. Jedni twierdzą, że w istocie zachwala się tu piwo jak najbardziej alkoholowe, przy okazji kpiąc z prawa i przyzwoitości, a wszystko to razem prostą drogą prowadzi do piekła, czyli do rozpicia i degeneracji społeczeństwa. Inni śmieją się, nie widzą nic groźnego, bronią litery - przecież to reklama piwa bezalkoholowego, niekiedy też wspomną coś o tym, że piwo aż tak bardzo nie szkodzi. Chociaż, rzecz jasna, nikt otwarcie nie będzie bronił tezy, że alkohol jest nieszkodliwy, wszyscy też zgadzają się, że trzeba przed nim chronić młodzież. Podobnie jest z pornografią.
Niedawno zadzwonił do mnie pan redaktor Jakiś z telewizji Jakaś, żeby namówić mnie do udziału w dyskusji o pornografii. Potrzebujemy kogoś, kto będzie miał Jakąś radykalną opinię - powiedział i naciął się szpetnie, bo moje opinie w tym względzie są przede wszystkim niejasne. To raczej odruchy, odczucia, którym brak porządku. Gdybym jednak nawet miała w tej sprawie pogląd, nie poszłabym z nim do telewizji, aby wziąć udział w bezsensownym spektaklu. Nie widziałam tej dyskusji, a nawet nie wiem, czy doszła ona w końcu do skutku, ale świetnie mogę ją sobie wyobrazić. Z jednej strony katolickie małżeństwo, ksiądz, prawicowy publicysta i trzy panie o aparycji słuchaczek Radyja-Maryja. Mówią o konieczności ochrony młodego pokolenia przed demoralizacją, o przyzwoitości i swojej zranionej wrażliwości. Z drugiej - Światły Seksuolog, redaktor Playboya, oraz zwykli, młodzi liberalni... Mówią, że jak kogoś coś gorszy, to niech nie ogląda, że rozebrane zdjęcia są śliczne, a w ogóle to w imię wolności nie wolno zakazywać obrazków, bo pachnie to cenzurą i brakiem tolerancji. Swoją drogą jest to wzruszający dowód postępu, że redaktor Jakiś z telewizji Jakaś wpadł na pomysł, żeby zoo to wzbogacić o feministkę (bo podejrzewam, że taki właśnie fotel dla mnie szykowano), która powie, że pornografia to uprzedmiotowienie kobiecego ciała, służące męskiej przyjemności i utrwalające instrumentalne traktowanie kobiety jako narzędzia męskiej rozkoszy. W wyobraźni widzę, jak te "trzy strony sporu" przekrzykują się nawzajem i - jak zawsze w gronie telewizyjnym - każdy krzyczy o czym innym.
Ale właściwie o czym? Skoro - już nie pod okiem telewizyjnych kamer - chciałabym wyspowiadać się z mego niejasnego stosunku do pornografii, muszę chyba na początek rzucić jakąś, choćby najprostszą, definicję. Słownik wyrazów obcych mówi nam, że pornografia to obrazy i publikacje nieprzyzwoite, których celem jest wywołanie seksualnego podniecenia.
Logiczny związek między tymi dwoma członami (nieprzyzwoitość i podniecenie) nie jest jasny. I kto wie, czy właśnie w tym logicznym spójniku nie leży pies pogrzebany. Nieprzyzwoite i wywołujące podniecenie? Nieprzyzwoite lub/albo wywołujące podniecenie?
Podniecenie bez gorsetu
Od czegoś wszakże trzeba zacząć, zacznijmy więc od podniecenia.
Ładniej i bardziej elegancko byłoby mówić o ciele. Dyskurs feministyczny, dyskurs patriarchalny, ciało kobiety poddane reżimowi męskiego spojrzenia... Ja chciałabym jednak trzymać się trywialnego podniecenia. Nie zamierzam również owijać go w bibułkę określenia "erotyczne". (Erotyczne, czyli coś lepszego niż seksualne.) Podniecenie seksualne to fizjologiczny konkret, paląca potrzeba domagająca się zaspokojenia albo stłumienia pod zimnym prysznicem. Jeśli pornografia, zgodnie z definicją, służy wywoływaniu podniecenia, wydaje się, że w planie etycznym jako pierwsze należy postawić pytanie: czy wolno je wywoływać? Czy raczej mam z nadzieją czekać, aż pojawi się ono w trakcie służącego prokreacji stosunku małżeńskiego. I nie narzekać, jeśli nie zostanę nim pobłogosławiona, bo przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. (Tu przypomina mi się list, który przeczytałam gdzieś, przy okazji dyskusji o antykoncepcji. Pewna para dawała znakomitą radę, aby uprawiać seks, aż będzie się miało pożądaną liczbę dzieci, a potem zaprzestać.) Ktoś może zatem traktować swoje doznania seksualne jako dopust boży lub miły gest ze strony natury, lecz nie być zainteresowany pobudzaniem ich w jakikolwiek sposób. Co więcej, i co bardzo prawdopodobne, może uważać to za zakazane, brudne czy niewłaściwe. Wbrew pozorom nie dotyczy to jedynie zdeklarowanych katolików. Podejrzewam, że w naszej kulturze - często nie całkiem świadomie - bardzo często kierujemy się takim właśnie schematem, nie zdając sobie sprawy z jego religijnych źródeł. Podniecenie ma się pojawiać samo w czasie aktu seksualnego. Wolno poszukiwać partnera, męża, żony, ale poszukiwanie przyjemności seksualnej jako takiej jest niewłaściwe. Młodym ludziom może zostać wybaczona masturbacja, ale jaka faza rozwojowa. Naszą tolerancję uzasadniamy jednak w języku psychologii i medycyny, a nie mówimy: niech biedne dziecko ma w życiu jakąś przyjemność! Również pornografia uchodzi za zjawisko brudne i wstydliwe. W wyimaginowanej na wstępie dyskusji obrońcy pornografii powołując się na prawo do wolności, zawsze dają do zrozumienia, że oni sami w ten sposób z niej nie korzystają. Oczywiście, nie żyjemy w kulturze całkiem zamkniętej i możemy sobie wyobrazić małżeństwo, które uwielbia wspólne oglądanie pornografii, zwierzające się ze swoich przyjemności Mariuszowi Szczygłowi. Na prawach cielaka z dwoma głowami. W tak zwanym "dyskursie dominującym" - traktowanym jako pełnoprawny, a nie marginalny tekst kultury - argument, że należy dopuścić pornografię, ponieważ jest ona przyjemna i moralnie obojętna, praktycznie jest nieobecny. Dlatego też nie mamy wcale dobrze opracowanych odpowiedzi na pytanie: czy wolno? Czy wolno doprowadzać siebie i innych do pobudzenia seksualnego, większego niż odczuwalibyśmy licząc jedynie na nasze wyposażenie naturalne i najbardziej oczywiste techniki seksualne?
McDupa w raju
Odpowiedź "wolno" nie jest jednoznaczna z akceptacją pornografii. Akceptacja stymulacji seksualnej może dotyczyć tylko par. (Małżeńskich-kościelnych, świeckich, konkubinatów, homoseksualnych, a nawet - stopniując zakres tolerancji - jednorazowych. To, co dorośli ludzie robią ze sobą w łóżku za obopólną zgodą to ich sprawa.) A pornografia najczęściej służy samotnym przyjemnościom. Pojawia się wówczas argument, że samozaspokojenie jest egoistyczne i może być tolerowane jedynie jako reakcja na nieodpartą potrzebę fizjologiczną. Wywoływanie w sobie takiej potrzeby jest już nieetyczne.
Powiedzmy jednak, że ktoś i tu wyraża aprobatę. Każdy może sprawiać sobie przyjemność w dowolny sposób - twierdzi. Dodajmy tu pewne zastrzeżenie - z arsenału liberalnych zasad - jeśli nie zagraża to cudzej wolności. A więc nie dopuszczamy praktyk sadystycznych, pedofilskich (dziecko nie może być podmiotem podejmującym decyzje), nie narzucamy się z tym, co nas podnieca, osobom nie zainteresowanym. Tak w największym skrócie wygląda korpus liberalnych poglądów w tej sprawie. Nie trudno znaleźć przykłady takich deklaracji, lecz czy są one zupełnie szczere i autentyczne? Prawdę mówiąc, wątpię. Jak pisałam już wcześniej, kiedy przechodzimy od ogólnych deklaracji do konkretów, nawet liberałowie objawiają swoje zahamowania wobec wolności seksualnej. Pornografia, której celem - przypominam - jest wywołanie podniecenia, może być tolerowana, dopuszczona, ale nigdy nie pojawia się ze znakiem plus. To nie czekoladki, ani nawet piwo - mrug, mrug - bezalkoholowe, które są dozwolonym sposobem sprawiania sobie przyjemności. Jeśli pojawia się taki argument, jak przyjemność wynikająca z oglądania, to każe on natychmiast aprobowany obraz wyłączyć z zakresu pornografii. To nie jest pornografia - to tylko bardzo piękne ludzkie ciało/ciała. Albo - to jest sztuka. Albo - to w ogóle nic nie jest, to tylko babska goła pupa, jak z wdziękiem pisał Andrzej Szczypiorski. Wreszcie można spotkać się i z opinią - to wulgarny kicz, ale czy można ludziom zakazywać kontaktu z Ledą i łabędziem na jarmarcznej makatce?
W tym momencie przestaje to jednak być dyskusja o pornografii, której zadaniem jest podniecanie, a zaczyna się dyskusja o pornografii - obrazach nieprzyzwoitych. Zasady przyzwoitości to szereg konwencji obyczajowych regulujących nasze zachowania. I trudno wyobrazić sobie ludzkość bez tych form, ich konkretny kształt jest jednak przedmiotem walki, negocjacji i praktyk represyjnych. Kto ma władzę, pieniądze, media - będzie starał się narzucić innym wygodne dla siebie normy. W sporach tych pornografia jest tylko symbolem, punktem krystalizacji szerszych postaw. I naprawdę zaczyna chodzić o to, czy wolno pokazać nagi biust na billboardzie, czy nie. Kontrowersja ta ma wciąż związek ze stosunkiem do naszej wolności seksualnej, ale jakby zamazany. Sfera seksualna zaczyna być tu traktowana w sposób instrumentalny. "Konserwatyści" widzą seks wszędzie i każą nam uwierzyć, że reklama rajstop przedstawiająca damskie nogi doprowadza każdego chłopca powyżej lat dziesięciu do stanu dzikiego podniecenia. "Liberałowie" za to będą jak najdłużej udawali, że wszystko to z seksem nie ma nic wspólnego. Jednym będzie chodziło w istocie o umocnienie tradycyjnego modelu społeczeństwa, drugim - o wolność. Jedni i drudzy jednak nie dopowiedzą swoich kwestii do końca. Źe ostoją tradycyjnego społeczeństwa jest rodzina, której jedną z funkcji jest reglamentacja seksu. Reglamentacja dużo poważniejsza i dla wielu bardziej bolesna niż ta, która wynika z zasady: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Źe wolność seksualna to coś więcej niż tolerancja, to zrzucenie mozolnie tkanych od wieków kajdanów grzechu, który został na trwałe skojarzony z większością form seksualnych przyjemności.
Bo tak naprawdę o tym, co jest istotą pornografii, wcale nie chcemy rozmawiać, wstydzimy się.
Akwarium rozbite, rybka w wannie
Trudno, nadeszła więc chwila, kiedy nie pozostaje mi nic innego niż jasno powiedzieć, jaki jest mój własny, niejasny, stosunek do pornografii.
Jestem za. Jestem za pornografią, która podnieca. Nie zamierzam twierdzić, że bronię jedynie prawa istnienia wysmakowanej literatury erotycznej czy transgresyjnej sztuki. Jestem za pornografią. I to za pornografią odważną, przekraczającą reguły, których zazwyczaj przestrzegam w realnym życiu. Obrazy, teksty pisane mogą przedstawiać wszystko, co człowiekowi przyjdzie do głowy. Sądzę, że w wyobraźni wolno nam realizować dowolne scenariusze. Niech żyje markiza de Sade! Zgoda na pornografię musi być zgodą na to, że stykając się z nią i ja mogę - istnieje taka potencjalna możliwość - doznać seksualnego podniecenia. Akceptacja publikacji, które inni - najczęściej nie ja - uważają za nieprzyzwoite, to nie to samo.
Jestem przeciw. Jestem przeciw zdjęciom, bo zdjęcia to nie tylko wyobraźnia, ale przemysł kupowania ludzkich ciał. Odrzuca mnie cyniczno-przemysłowy charakter pornografii. Klienci pisemek z pornograficznymi zdjęciami brzydzą mnie tak jak klienci prostytutek. Mają pieniądze, tworzą popyt i tworzą warunki, w których człowiek staje się seksualnym towarem. Wiem, że pogląd ten, rozróżnienie na zdjęcia/film i resztę, łatwo da się zaatakować. Malarz, który maluje na sprzedaż kolejne, pozujące mu, gołe pary, też mi się nie podoba. Nie chodzi więc o medium, raczej o zasadę, że pornografia powinna być jednak bliższa sztuce, gdzie zasadniczą rolę odgrywa, niechby najbardziej perwersyjna, wyobraźnia twórcy. Ale nie musimy udawać, że chodzi tu tylko o sztukę. Filmy pornograficzne? Proszę bardzo, z prywatek milionerów, których do tego zatrudnienia nie zmusiły warunki ekonomiczne.
Jak widać każdy liberalizm ma swoje granice, dla mnie ta granica przebiega tam, gdzie zaczyna się dyktat szmalu wobec seksu. Dlaczego akurat wobec seksu? Przecież nie domagam się zamknięcia fabryk, gdzie również dla pieniędzy ludzie dysponują swoimi ciałami. Nie żądam zamknięcia teatrów ani wytwórni filmowych. Jestem zapewne niekonsekwentna, ale tak czuję i już.
Moja niekonsekwencja sięga jeszcze dalej. Bo choć krytykuję komercyjne zasady wytwarzania pornografii, jestem za jej szerokim rozpowszechnianiem. Gdyby pornografia stała się dobrem rzadkim, dostęp do niej wyznaczany byłby przez miejsce w strukturze władzy. Korzystaliby z niej biali, bogaci mężczyźni, bacznie uważając, aby nie dostała się ona w ręce warstw niższych, kobiet, kolorowych, biednych.
Jestem też przeciw pornografii, takiej jaka istnieje, z innych jeszcze powodów. To nie jest moja wrażliwość, to nie jest moja seksualna wyobraźnia, to nie są moje fantazje. Można godzinami dyskutować o tym, czym jest, a czym nie jest pornografia, ale przecież koń jaki jest, każdy widzi. Współczesna pornografia masowa, z męskich pism i zafoliowanych świerszczyków, różni się w detalach, ale opowiada o świecie doznań seksualnych tym samym językiem. Cukierkowa oprawa - czarne podwiązki, czerwone szpilki, przyroda w stylu jeleń na rykowisku i kobiece ciało rozkładane i używane na kilka standardowych sposobów. Albo kobieta aktywna. On leży, a ona robi mu dobrze. Albo dwie kobiety. Robią to tak, żeby jemu stanął. Kusi mnie, żeby powiedzieć, że jest to pornografia patriarchalna, ale myślę, że wiele jej niesmacznych cech wynika z romansu z najprymitywniejszą kulturą masową (która, swoją drogą, także zapewne jest patriarchalna, ale gdyby była matriarchalna też byłaby nieznośna). Możliwe, że wynika to z tego, że ten sektor kultury masowej jest szczelniej niż inne oddzielony od kultury wysokiej. Niebem pornografii jest reklama i Playboy. Jednak wszystko to razem to jedna wielka McDupa. Oczywiście jest też sztuka, która bywa prowokacyjna, nazywana skandalizującą czy pornograficzną, ale dla każdego, poza publicystami prasy katolickiej i prawicowej, jasna jest chyba różnica między zdjęciami z Cats a Łaźniami Katarzyny Kozyry.
Uwolnić markizę!
Jakie konsekwencje należałoby wyciągnąć z takich poglądów - oto kolejny dylemat. Czy w związku z tym powinnam dołączyć do antypornograficznych trójek obywatelskich napastujących kioski ruchu? Działać na rzecz prawnego zakazu pornografii? Zamalowywać czarną farbą reklamę majtek? Odpowiedź wcale nie jest prosta. Bo choć nie miałabym nic przeciwko temu, żeby pornografia w jej obecnym kształcie zniknęła, nie chce likwidacji wszelkiej pornografii. A działania antypornograficznego lobby prowadzą właśnie do tego.Może lepszą radą jest - paradoksalnie - rozwój pornografii. Stworzenie pornografii środka, na wzór literatury popularnej, która wypełniłaby miejsce między seks-shopem a galerią sztuki. Sądzę, że sytuacja byłaby zdrowsza, gdyby działy erotyczno-pornograficzne istniały otwarcie we wszystkich większych księgarniach, gdyby wydawnictwa pornograficzne były oceniane i wartościowane, według różnych kryteriów (artystycznych, ideowych) na takich samych zasadach jak, powiedzmy, filmy wideo. Chciałbym więc, aby pornografia wyszła z ukrycia, nie tylko na słupy reklamowe, ale w przestrzeń szeroko rozumianej wyższej kultury symbolicznej. Zostałaby ona w ten sposób poddana kontroli społecznej wnikliwszej i bardziej autentycznej. Obecnie jest bowiem zamknięta w getcie, z którego bez przerwy pokazuje nam język. I nie jest to wcale metafora. Język niektórych reklam, czy zachowujących umiar magazynów dla panów jest językiem pornografii, pozbawionym pornograficznych treści. Czyli koniec z piwem bezalkoholowym! Koniec z mrug-mrug! I jeszcze jeden warunek, najtrudniejszy do spełnienia. Ta wypuszczona na wolność pornografia powinna znaleźć się w środowisku społeczno-politycznym, które nie jest patriarchalne. Albo przynajmniej nie jest twardo patriarchalne. Powinna być oceniana i komentowana przez kobiety, które nie patrzą na siebie męskim okiem, nie stosują do swojej cielesności męskich standardów, nie boją się swoich potrzeb, pragnień i seksualnych marzeń. (Myślę, iż uchodzące wręcz za pewnik przekonanie, że kobiet pornografia, jak to się mówi, nie bierze, jest jednym z narzędzi kontroli kobiecej seksualności.)
Tu jednak łapię się na pewnej myśli. Czy taka pornografia, za którą optuję, jest w ogóle możliwa? Czy sama w sobie nie stanowi sprzeczności? Czy częścią tej całej zabawy nie jest to, że pornografia jest pokątna, niesmaczna, grzeszna, że powoduje jednocześnie podniecenie i zawstydzenie? Źe musi ona wykraczać poza normy obyczajowe przez sam fakt swego istnienia? Słuszna, niepatriarchalna i niekapitalistyczna, demokratycznie rozpowszechniana pornografia w dobrym guście - czy to mogłoby kogoś, na przykład mnie, rajcować?
Nie wiem. Ale mogłabym spróbować. |
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Copyright © 2003 Fundacja Kobieca "eFKa" projekt - Dominik Paszkiewicz, wykonanie - | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||